Artykuł sponsorowany
Początki i droga do słońca

Z małego miasta na Podkarpaciu do Londynu i dalej na Maltę. Kiedy poczuł Pan, że to nie tylko zawodowa podróż, ale początek zupełnie nowego życia?
KW: Londyn był dla mnie dobrą szkołą – intensywną, wymagającą i dającą świetny grunt pod to, co miało wydarzyć się później. Malta z kolei dała mi szansę i otworzyła we mnie coś zupełnie innego. Styl życia na tym wyspiarskim kraju, słońce, które towarzyszy niemal każdego dnia i ten zachwyt nad morzem oraz architekturą – to wszystko dało mi nową energię i chęć, by stworzyć coś własnego. To nie była zawodowa ucieczka, ale moment, w którym zacząłem naprawdę żyć swoim rytmem.
Malta, przez swoje wolniejsze tempo i naturalny spokój, była miejscem, gdzie trendy docierały z opóźnieniem. I właśnie wtedy pomyślałem, że mogę wykorzystać to, czego nauczyłem się w Londynie – elegancję, estetykę, sposób patrzenia – i połączyć to z lokalnym duchem. Postanowiłem udokumentować to wszystko na swój sposób, w swoim stylu.
Wypracowanie warsztatu zajęło trochę czasu, ale ten proces był potrzebny. Dziś widzę, że odwaga nie polegała na samym wyjeździe, lecz na tym, by pozostać sobą w nowych miejscach i świadomie używać tego, czego się nauczyłem. Możliwość pokazywania Malty i jej ludzi tak, jak ja ich widzę, naprawdę dotykała mojej pasji. Każdy artykuł, każda relacja czy film były dla mnie nie tylko projektem, ale autentycznym doświadczeniem – pełnym emocji, światła i prawdziwego życia.
Ponad 300 odwiedzonych restauracji to imponująca liczba. Czy pamięta Pan to jedno miejsce, które szczególnie zapadło w pamięć?
KW: Każda wizyta to osobna historia, spotkanie, emocja. Ale jeśli miałbym wskazać jedno miejsce, które szczególnie zapadło mi w pamięć, to byłaby to Trattoria da Pippo’s – rodzinnie prowadzona restauracja, w której Francesco jest prawdziwym sercem i duchem całego miejsca. To kultowa restauracja w Valletcie, uwielbiana przez lokalnych mieszkańców, o której mówi się z zachwytem, a stolik trudno tam zarezerwować.
Kiedy po raz pierwszy pojawiła się szansa, by nagrać tam film w moim stylu, to była czysta magia. Czekałem z niecierpliwością, bo wiedziałem, że to miejsce ma w sobie coś wyjątkowego i rzeczywiście, na tamte czasy wyszło wspaniale. Francesco nie ma menu. Tu po prostu siadasz i jesz to, co akurat powstało w kuchni – wszystko oparte jest na rozmowie, na intuicji i doskonałym serwisie. To restauracja, w której czujesz, że jedzenie jest częścią relacji, a nie tylko posiłkiem.
Moje filmy są „mówione” – skupiam się na prawdziwym doświadczeniu, emocji, na momencie. I właśnie w Da Pippo’s udało się to uchwycić w najczystszej formie. Do dziś wracam tam co najmniej dwa razy w roku – na długie lunche, które często kończą się tańcem i śmiechem. To miejsce przypomina mi, że kuchnia ma duszę, a prawdziwy smak to nie kompozycja na talerzu, lecz szczerość i emocje, które w nas zostają.
Jak te wszystkie doświadczenia – spotkania, smaki, zapachy – zmieniły Pana jako człowieka?
KW: Zaczynałem z czystej ciekawości i pasji. Może to właśnie dlatego, że pochodzę z małego miasta na Podkarpaciu, wszystko smakowało mocniej – chciałem poznawać, doświadczać, rozumieć. Dziś odwiedziłem już blisko 500 miejsc i mogę powiedzieć, że w wielu z nich nauczyłem się więcej w kuchni niż przy stole. Rozmowy z kucharzami, patrzenie, jak pracują, jak żyją tym, co robią – to była moja największa lekcja.
Ta droga sprawiła, że dziś jestem postrzegany jako ekspert kuchni maltańskiej i włoskiej – i to ogromny przywilej, na który ciężko zapracowałem. Szacunek właścicieli i kucharzy, ich zaufanie, to dla mnie najcenniejsze wyróżnienie. Bo wiem, że nie przyszło samo – zbudowałem je konsekwencją, autentycznością i tym, że zawsze starałem się pokazać ich świat z należnym szacunkiem.
Cała ta podróż tylko pogłębiła moją fascynację fine diningiem. Uwielbiam obserwować kucharzy, którzy potrafią opowiadać o swoich doświadczeniach z pasją. Widok filetowanej ryby przez dobrego kelnera to dla mnie obraz, który nigdy się nie nudzi. Smak dobrego wina to już część mnie. I kiedy dziś wchodzę do nowej restauracji, wiem, że cały zespół przygotowuje się na to spotkanie – każdy po swojemu, z pozytywną energią. Nigdy nie jest tak samo i właśnie to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.
Czuję się zobowiązany, by te historie opowiadać jeszcze bardziej emocjonalnie. Bo kiedy wiesz, jak wiele serca ludzie wkładają w to, co tworzą, chcesz to pokazać z największym możliwym szacunkiem. Uwielbiam to i to właśnie mnie napędza, by dawać z siebie coraz więcej.
Śródziemnomorski styl życia
Malta i Włochy – dwa miejsca, które Pan nazywa domem. Jak odnajduje się Pan pomiędzy nimi?
KW: Dziś zarówno na Malcie, jak i we Włoszech czuję się jak u siebie. Szczególne miejsca mają dla mnie ogromne znaczenie: na Malcie Portomaso, we Włoszech Portofino.
Malta dała mi solidne przygotowanie i fundament, a Włochy potwierdziły to i zainspirowały jeszcze bardziej. W wielu miastach, które odwiedzałem po raz pierwszy, ktoś już na mnie czekał – często recepcja hotelu wiedziała, że będziemy nagrywać. To były wyjątkowe chwile. Do dziś na Malcie jestem jedyną osobą prowadzącą program o restauracjach Michelin, a we Włoszech odwiedziłem ponad 40 miast. Te doświadczenia są we mnie i pozostaną już chyba na zawsze.
To dwa światy, które się uzupełniają. Malta dała mi przestrzeń, by wszystko przemyśleć i zbudować, a Włochy – energię i inspirację, by tworzyć więcej. Myślę, że właśnie to połączenie najlepiej mnie definiuje. Lubię balans między ciszą a ruchem, między refleksją a działaniem. Jedno nie istnieje bez drugiego.
Dzięki temu nauczyłem się, że dom to nie zawsze adres, ale stan, w którym czujesz się sobą. Czasem wystarczy zapach morza albo dźwięk włoskiej ulicy, by poczuć, że jesteś dokładnie tam, gdzie powinieneś. Dziś wiem, że należę do obu tych miejsc – bo każde z nich dało mi coś, czego drugie nie mogło: Malta nauczyła mnie spokoju, a Włochy – namiętności do życia.
Jak wygląda Pana poranek na Malcie? Czy ma Pan swoje codzienne rytuały, które pomagają zachować równowagę?
KW: Poranek zawsze zaczyna się u mnie od smaku kawy. Prowadzę dość specyficzny styl życia, więc lubię rozpocząć dzień od sauny i basenu – pozwala to „wypocić” wczorajszą kolację i na chwilę się odłączyć od codziennego rytmu. To, czym się zajmuję, to w pewnym sensie misja, która trwa non-stop – będąc osobą rozpoznawalną, zawsze jesteś w poczuciu pełnienia swojej roli.
Po takim rozpoczęciu dnia często kilka spotkań odbywa się w Cleland & Souchet, moim lokalnym miejscu na Malcie, albo przy planowaniu kolejnych wizyt. Sprawdzam też, kto napisał, przeglądam wiadomości i układam plan na nadchodzące dni. Te poranne rytuały pozwalają mi złapać równowagę, dają energię i spokój, a jednocześnie utrzymują kontakt z tym, co dla mnie najważniejsze – pasją, ludźmi i historiami, które chcę opowiadać.
Śródziemnomorski styl często łączy lekkość z wyrafinowaniem. Jak Pan definiuje elegancję – nie tylko w ubiorze, ale i w sposobie życia?
KW: Prawdziwa elegancja to sposób, w jaki podchodzisz do życia – spokój, umiejętność wyboru jakości ponad ilość i świadomość samego siebie. To lekkość w codziennych decyzjach, umiejętność cieszenia się małymi rzeczami, a jednocześnie wyrafinowanie w tym, co robisz i w tym, jak traktujesz innych.
Śródziemnomorski styl życia daje wiele możliwości, by to poczuć. Dla mnie to surowa ryba, którą uwielbiam, długie rozmowy przy pięknych widokach, ale też momenty pełnej wolności – na żaglówce czy katamaranie, kiedy można wypłynąć na kilka godzin w głębszą wodę. Dużo pływania, spacerów przy dobrej muzyce i chwil bez większych zmartwień – to wszystko uczy lekkości i równowagi. Polecam takie doświadczenia, nawet na kilka dni, każdemu, kto może sobie na nie pozwolić.
Czy wspólny posiłek nadal ma dla Pana symboliczne znaczenie? Co w śródziemnomorskiej kulturze jedzenia fascynuje Pana najbardziej?
KW: Wspólny posiłek ma dla mnie ogromne znaczenie i to się nie zmieni, bez względu na miejsce. To celebracja życia i moment, w którym gospodarz lśni, a reszta słucha i podziwia. W świecie, w którym digitalizacja wdziera się wszędzie, warto szukać więcej takich chwil – kiedy oczy się spotykają, można wsłuchać się w historie innych, pięknie przeplatane oliwą z oliwy.
W moich filmach staram się pokazywać właśnie te momenty: autentyczne gesty, uśmiechy, drobne rytuały. To one budują prawdziwą historię jedzenia, której nie da się zastąpić żadnym przepisem. Dla mnie kuchnia to nie tylko smak, ale przede wszystkim emocje i ludzie, którzy ją tworzą.

Książka jako opowieść o życiu
Książka jest emocjonalnym dziennikiem, a nie klasycznym przewodnikiem. Skąd pomysł, by opisać właśnie te dwa światy Maltę i Włochy?
KW: Zajmując się tym, czym się zajmuję, często łapię się na długich przemyśleniach i ciągłym szukaniu, jak można coś ulepszyć. Czasami przez to nie jestem najlepszą osobą do towarzystwa, bo myśli uciekają w różnych kierunkach. Książka dała mi świetną możliwość, by podzielić się tym, o czym naprawdę myślę.
Przez kilka lat udało się stworzyć coś naprawdę wartościowego, co zasługiwało na tego rodzaju uwagę. Dzięki temu ludzie mogą lepiej mnie zrozumieć – a w świecie artystycznym to często najtrudniejsze. Książka automatycznie stała się moją biografią, bo najlepiej odzwierciedla mój styl, moje pasje i sposób patrzenia na świat.
Pisząc ją i zbierając wszystkie wspomnienia, przeżyłem piękną podróż i polecam ją każdemu, kto myśli, że ma w sobie książkę. To doświadczenie, które nie tylko pozwala opowiedzieć swoją historię, ale także nauczyć się patrzeć na własne życie z dystansem i wdzięcznością.
W publikacji pojawiają się wyjątkowe osobowości – od byłego prezydenta Malty po Robertę Metsolę. Które z tych spotkań było dla Pana najbardziej poruszające?
KW: Oba spotkania były równie ważne i wyjątkowe. To osoby, które pięknie opowiadają o Malcie i współtworzyły jej historię. Jednak spotkaniem, które naprawdę odmieniło wszystko, było spotkanie z Bruno Barbierim – renomowany włoski szef kuchni i wielka osobowość medialna. Był on na Malcie ze swoim programem, promując wyspę, a ja miałem możliwość nagrywania materiału „behind the scenes” dla niego.
Od razu zrozumiał, że wiem, co uchwycić i na czym się skupić. To spotkanie dało mi prawdziwe potwierdzenie, że osoby takie jak Bruno widzą pasję i potrafią docenić profesjonalizm. Dzięki temu wydarzeniu narodził się pomysł, który później przerodził się w dobrze znaną „Italy Tour”, która rozpoczęła się w 2024 roku. Był to moment przełomowy, który dodał mi pewności siebie i utwierdził w przekonaniu, że warto podążać własną drogą i pokazywać świat takim, jakim ja go widzę.
Czy pisanie tej historii było formą autoterapii, czy raczej celebracją drogi, którą Pan przeszedł?
KW: Pisanie książki zawsze będzie formą autoterapii, ale równocześnie celebracją tego, co się wydarzyło. Dało mi to potrzebną przerwę po bardzo intensywnym podróżowaniu między Maltą a Włochami. Jednocześnie pozwoliło mi wyróżnić te wyjątkowe momenty i na nowo przeżyć wspomnienia ludzi, którzy dali mi szansę i zaufali.
To doświadczenie pozwoliło mi spojrzeć na całą moją drogę z dystansu, docenić każdą historię, każdy smak i każdy gest, które ukształtowały mnie jako człowieka i twórcę. Książka stała się więc nie tylko zapisem miejsc i ludzi, ale również celebracją emocji i wartości, które dla mnie są najważniejsze.
Jak ważny był dla Pana aspekt wizualny książki – zdjęcia, kadry, kolory? Czy to one pomagają oddać ducha śródziemnomorskiego życia?
KW: Aspekt wizualny był dla mnie kluczowy – zdjęcia i kolory nie są przypadkowe. Design w dużej części jest minimalistyczny, co mam nadzieję oddaje elegancję książki. Historia była głównym składnikiem i na niej się skupiłem, ale obrazy mają wprowadzać czytelnika w odpowiedni nastrój.
W dzisiejszych czasach ludzie często odbierają mniej bodźców emocjonalnych, dlatego moja propozycja łączenia literatury ze zdjęciami daje możliwość odprężenia się. Poprzez lekkość wizualną czytelnik może naprawdę stać się częścią tej opowieści, poczuć rytm życia, które staram się uchwycić i wejść w świat Malty oraz Włoch w sposób bardziej zmysłowy i autentyczny.
Filozofia smaku i luksusu
Czego może nauczyć nas kuchnia śródziemnomorska – poza tym, że dobrze smakuje?
KW: Dla mnie kuchnia śródziemnomorska to filozofia codzienności: docenianie prostych rzeczy, celebrowanie chwil przy stole i umiejętność cieszenia się tym, co mamy tu i teraz. Pokazuje, że autentyczność i pasja w tym, co robimy, tworzą doświadczenia, które zostają w pamięci na długo. Smak dobrego posiłku staje się pretekstem do spotkań, rozmów i budowania relacji, a to jest prawdziwa wartość, która wykracza poza granice talerza.
Po latach pracy z najlepszymi restauracjami, jak definiuje Pan luksus dzisiaj – w świecie, który coraz bardziej ceni autentyczność i prostotę?
KW: Obecnie dla mnie luksus nie polega na przepychu, lecz na jakości doświadczeń i chwil spędzonych w wartościowym towarzystwie. To spokój, czas dla siebie, możliwość delektowania się smakiem dobrego posiłku, widokiem morza, rozmową z kimś, kogo się ceni i siedzeniem w słońcu aż twarz się zaczerwieni.
Czy postrzega Pan swoją działalność jako promowanie pewnego stylu życia? Czy czuje się Pan ambasadorem śródziemnomorskiego rytmu?
KW: Uważam, że mój wkład w naturalny sposób oddaje śródziemnomorski styl życia. Zawsze staram się inspirować i zachęcać do dialogu, pokazywać nowe perspektywy i doświadczenia. Chcę, aby ludzie próbowali więcej, odkrywali nowe smaki i dawali szansę miejscom, które mogą ich zaskoczyć. To dla mnie forma dzielenia się pasją i zaproszenia do świata, w którym codzienność może być pełna odkryć i radości.
Jak zmieniło się Pana postrzeganie świata, odkąd zaczął Pan dokumentować życie przed kamerą?
KW: Kamera to dla mnie partner, który pozwala zatrzymać chwilę i oddać piękno chwili. To wspaniałe medium – wielu ludzi, z którymi przyszło mi pracować, byli nagrywani w takiej formie po raz pierwszy, a ich wspomnienia pozostaną z nimi na długo. Moja satysfakcja z tego jest nie do opisania.
Zawsze uśmiech pojawia się na mojej twarzy, gdy przekraczam drzwi restauracji i wiem, że spędzę tu 2–3 godziny, uchwytując historię. Wciąż to uwielbiam – każdy film, każda opowieść to nowa przygoda i okazja, by odkrywać ludzi i miejsca w sposób, który zostaje na długo.
Balans, inspiracje, przyszłość
Jak zachowuje Pan balans między intensywną pracą a potrzebą spokoju i przestrzeni?
KW: O to często trudno, bo gdy działa się na takim poziomie, niełatwo jest się po prostu odłączyć i zniknąć. Ciągle coś się dzieje, coś powstaje i w pewnym sensie ten rytm stał się częścią mnie. Nie przeszkadza mi to, wręcz przeciwnie – przyzwyczaiłem się do tego tempa i idę dalej, konsekwentnie, z przekonaniem, że to właśnie moja droga.
Może kiedyś się zatrzymam, kto wie. Na razie wciąż mam w sobie głód odkrywania i tworzenia – to mnie napędza każdego dnia.
Jaką jedną radę dałby Pan komuś, kto marzy o tym, by jak Pan odważyć się na zmianę życia?
KW: To naprawdę dobre pytanie. W pewnym sensie czas nie czeka na nikogo, a najlepsze, co możemy zrobić, to odkryć, co naprawdę lubimy i poświęcić temu naszą energię. Czasem trudniej jest to odnaleźć, dlatego warto odizolować się na chwilę i zadać sobie kilka szczerych pytań – co sprawia mi prawdziwą radość, co daje poczucie spełnienia, czego chcę doświadczyć w życiu.
Odwaga do zmiany życia zaczyna się od świadomości siebie i własnych pragnień. Kiedy już je odkryjemy, reszta to konsekwencja działania – krok po kroku, w swoim tempie, z pełnym zaangażowaniem i wiarą w to, co robimy.
Czy planuje Pan kontynuację projektu „A Taste of Two Homes”? Może kolejna książka, seria dokumentalna, a może coś zupełnie nowego?
KW: Właśnie co wróciłem z Monaco, gdzie miałem szansę nagrać coś pięknego. Zachęcam do obejrzenia. Także teraz może jest ten czas, by nagrać coś po polsku, w naszej pięknej Warszawie? 🙂
Rozmowa z Kamilem Willinskym to przypomnienie, że luksus nie zawsze ma postać złota i marmuru. Czasem kryje się w prostym posiłku, wspólnym śmiechu i chwili, w której przestajemy gonić, a zaczynamy być. Jego historia – od małego miasta po śródziemnomorskie stoły to dowód, że odwaga i autentyczność potrafią zaprowadzić dalej niż jakikolwiek plan.

